Pisz, psychologu, pisz więcej!
O tym, dlaczego pisanie opinii psychologicznych jest niedocenianą szkołą diagnosty. Wspomnienie sprzed 15 lat, kilkaset dokumentów później.
„W najczarniejszych snach nie spodziewałam się, że to tyle potrwa” – napisała do mnie osoba, której w roli mentora pomagam na początku drogi zawodowej przy pracy diagnostycznej. Jest w trakcie pisania opinii psychologicznej. Moją pierwszą reakcją nie było „przykro mi” lub coś w tym stylu. Pierwsze myśli były związane z czymś o wiele bardziej pozytywnym. Nie było tam współczucia, choć pewnego rodzaju współczucie przyszło później razem z podziwem i dumą z jej wytrwałości. Pierwsza myśl była jednak inna. Na początku pomyślałem mniej więcej coś w stylu „no tak, właśnie od takich momentów zaczyna się bycie dobrym specjalistą”.
Aktualnie towarzyszę w rozwoju zawodowym kilkorgu młodszym koleżankom i kolegom w zawodzie. Na marginesie, mało rzeczy daje mi tyle satysfakcji, co dzielenie się wiedzą. Zanim zdecydowałem, że będę psychologiem, szykowałem się do bycia nauczycielem. I do tamtego czasu w moim życiu dzisiaj zajrzymy. Cofnijmy się w czasie o mniej więcej 15 lat do słów, które wówczas usłyszałem, nie przypuszczając, jak mocno wpłyną na moje myślenie o pisaniu czegokolwiek 🙂
Jest niewiele doświadczeń w moim życiu, które zapamiętałem równie dokładnie jak tamtą sytuację, gdy padły te słowa. Widzę wyraźnie korytarz na drugim piętrze budynku UKW przy ulicy Grabowej, otwarte drzwi, studentów wchodzących do sali. Wydaje mi się w ogóle, że za każdym razem, gdy przywołuję tę sytuację, odpamiętuję ją wyraźniej. Można by tu zrobić dygresję o pamięci, swoją drogą. Otóż każde wydobycie śladu jednocześnie go utrwala i modyfikuje, więc po tylu przywołaniach całkiem możliwe, że wcale tak nie było. Niech będzie, że było.
15 lat temu studiowałem równolegle z psychologią lingwistykę stosowaną i angażowałem się w pracę koła psycholingwistycznego. Pani doktor Elżbieta Łukasiewicz, która opiekowała się naszym kołem, powiedziała mi w odpowiedzi na jedno z moich pytań, żebym to, co przed chwilą jej powiedziałem, zapisał. Zapytałem dlaczego. Zastanawiałem się pewnie z automatu, czy to pochwała, czy zawoalowana krytyka. Odpowiedziała, że „w trakcie pisania myśli stają się bardziej konkretne”. Tyle. Kilka słów, które wyryły mi się w zwojach mózgowych, choć w tamtym momencie nie wyglądały na nic, co miałoby zostać ze mną na 15 lat. Nie myślałem też, że będę przytaczał te słowa właśnie teraz, choć czułem, że publicznie będę się dzielił przy okazji jakiegoś tekstu. Nie zliczę, ile razy przywoływałem te słowa z satysfakcją w głowie – „no tak, miała rację”.
Ci z Was, którzy piszą regularnie, wzruszą teraz być może ramionami, myśląc, że to w sumie oczywiste. Dodam, że te słowa nie zamieniły mnie w człowieka, który pisze z zapałem. Pisanie nadal jest u mnie raczej tak zwaną łaską z niebios – zjawia się spontanicznie, w nieprzewidzianych okolicznościach. Ten blog jest tego najlepszym dowodem 🙂 Teraz jest łatwiej, bo mogę iść na spacer i większość tekstu przedyktować, potem pomóc sobie w jego redakcji jakimś elelemem, przeczytać i gotowe.
Kiedyś nie było tak łatwo. Pisać musiałem, bo pisanie było częścią zdobywania wykształcenia lub wykonywania zawodu. Początkowo prace naukowe, prace dyplomowe. I ta przyjemniejsza część nieprzyjemnych – konieczność przelania pracy diagnostycznej na papier, gdy po ukończeniu studiów prędko zająłem się pracą diagnostyczną. Opinie psychologiczne to był dla mnie niegdyś wielki dramat. Absolutnie rozumiem to skojarzenie o „najczarniejszych snach”. Każdą opinię odkładałem na ostatni moment. Pewnie wielu z Was wie, jak to jest. Jak to jest obecnie? Aktualnie przystępowanie do pisania opinii nadal jest dla mnie trudne w porównaniu z zapałem, w jakim zasiadam przed osobą badaną, aby zebrać materiał do tej opinii, ale zdecydowanie zmieniło się dużo.
Dziś większość wniosków wyciągam z dużo większą satysfakcją, pewnością i jest to przyjemny proces. Zastrzegę od razu, że wiele sytuacji diagnostycznych wciąż mnie zaskakuje. I dobrze, bo dzień, w którym przestaną, będzie dniem, w którym zacznę się w tej pracy nudzić. Ale nazywanie rzeczy przychodzi mi zdecydowanie łatwiej i wiem, skąd to się wzięło. Z kilkuset napisanych dokumentów.
Opinia nie powstaje w tempie pisania, tylko w tempie myślenia. Godziny, które liczymy jako koszt, to jest dokładnie ta część pracy, w której trzeba zdecydować, co się o tej osobie wie, a czego się tylko domyśla. Myśl postawiona na papierze płynie innym korytem i nagle widać miejsca, w których wysycha. Pisanie, nawet o tym samym, o czym chwilę wcześniej myśleliśmy, uruchamia inne sieci skojarzeniowe, trochę poszerza krajobraz. Pani doktor miała rację. Nie dodała tylko, ile to trwa.
Uważam, że pisanie opinii pomogło mi znacząco rozwinąć się nie tylko w zakresie diagnozy psychologicznej, ale również leczenia psychologicznego, w psychoterapii. Dlaczego? Między innymi dlatego, że tak jak powiedziała Pani Doktor, obecnie Profesor, myśli stają się bardziej konkretne. Trzeba bardziej się zastanowić, zanim się coś powie, napisze itd. Na papierze widać, że czasem brakuje argumentów. Łatwiej zestawić je ze sobą, wypisać obok siebie kontrastujące wnioski. Stają się bardziej sprawdzalne, bardziej nazwane, generalnie bardziej prawdziwe w pewnym sensie. Mnie to uczy pokory wobec własnych myśli i skojarzeń.
Zapisywanie refleksji na temat pacjenta i terapii może mieć dużą wartość. Myślę, że przygotowywanie opracowań na superwizję, nawet krótkich, obok prezentowania swojej pracy w formie nagrań audio lub wideo jest jednym z najlepszych przygotowań do pracy. Ostatnio zrobiłem tak i podsumowałem rok pracy z pacjentką. Moje pierwsze słowa na tej superwizji brzmiały mniej więcej tak: „słuchajcie, jak Wam to przeczytam, to jestem ciekaw, czy będziecie mieli poczucie, że to ta sama pacjentka, o której opowiadałem dotychczas”. Po przeczytaniu tego materiału grupa nie miała poczucia, że to inna osoba, ale ja czułem, że wcześniej coś mi umykało i superwizja to potwierdziła. To nie oznacza, że wcześniej było źle. To raczej dla mnie punkt wyjścia do refleksji, że w spisywaniu swoich myśli jest w naszym zawodzie coś niedoszacowanego i bardzo pomocnego w rozwoju zawodowym.
Do młodszych kolegów i koleżanek w zawodzie mam jeszcze jedną myśl. Jest w tym coś przewrotnego. Łatwo wydać dużo pieniędzy na jeden dzień szkolenia, z którego czasem niewiele zostaje, bo nie ma kiedy tego zastosować. Trudno uwierzyć, że kilka godzin nad jedną opinią, być może nikomu niezapłaconych (bo to często nie jest adekwatnie zapłacona praca), bywa lepszą inwestycją. Pisanie opinii jest szkołą, i to szkołą mocno niedocenianą. Jeśli opinia pisze się sama, to znaczy, że albo nie było nad czym się zastanawiać, albo się nie zastanowiliśmy.
Bibliografia
Applebee, A. N. (1984). Writing and reasoning. Review of Educational Research, 54(4), 577–596. https://doi.org/10.3102/00346543054004577
Galbraith, D. W. i Baaijen, V. M. (2018). The work of writing: Raiding the inarticulate. Educational Psychologist, 53(4), 238–257. https://doi.org/10.1080/00461520.2018.1505515
Kellogg, R. T. (2001). Writing process, psychology of. W: N. J. Smelser i P. B. Baltes (red.), International Encyclopedia of the Social & Behavioral Sciences (s. 16629–16633). Elsevier. https://doi.org/10.1016/B0-08-043076-7/01562-X
Loftus, E. F. (2005). Planting misinformation in the human mind: A 30-year investigation of the malleability of memory. Learning & Memory, 12(4), 361–366. https://doi.org/10.1101/LM.94705
Pickel, K. L. (2004). When a lie becomes the truth: The effects of self-generated misinformation on eyewitness memory. Memory, 12(1), 14–26. https://doi.org/10.1080/09658210244000072
Seamon, J. G., Blumenson, C. N., Karp, S. R., Perl, J. J., Rindlaub, L. A. i Speisman, B. B. (2009). Did we see someone shake hands with a fire hydrant?: Collaborative recall affects false recollections from a campus walk. American Journal of Psychology, 122(2), 235–247. https://doi.org/10.2307/27784394
Thomas, A. K., Bulevich, J. B. i Loftus, E. F. (2003). Exploring the role of repetition and sensory elaboration in the imagination inflation effect. Memory & Cognition, 31(4), 630–640. https://doi.org/10.3758/BF03196103


