# Niewidoczne zmienne: czego jeszcze nie rozumiemy w terapii psychodelicznej?

> Statystyka grupowa mówi, że psychodeliki pomagają. Ale za jednym wynikiem stoi cała galaktyka zmiennych, których w abstraktach prawie nie widać. Rozwinięcie mojego wykładu z konferencji Nauka Psychodeliczna 2026.

_Źródło: https://lukaszwarchol.com/blog/niewidoczne-zmienne_

---

13–14 czerwca byłem prelegentem na konferencji [Nauka Psychodeliczna 2026](https://naukapsychodeliczna.org/etn/konferencja-nauka-psychodeliczna-2026/) na Uniwersytecie Warszawskim z wykładem „Niewidoczne zmienne". Ten tekst jest jego rozwinięciem dla tych, którzy byli i chcą wrócić do argumentu na spokojnie, i dla tych, których nie było. Slajdy wklejam poniżej, ale wszystko, co najważniejsze, jest w tekście.

**Nie jestem sceptykiem, który przygląda się z boku.** Jestem psychologiem i psychoterapeutą, na co dzień blisko dwóch światów, które za rzadko ze sobą rozmawiają. Psychologia kliniczna i terapia zaburzeń osobowości z jednej strony, badania kliniczne nad psychodelikami z drugiej. Spędziłem wiele godzin na przygotowaniu pacjentów do sesji, na asyście podczas samych sesji i na integracji. Jestem zaangażowany w badania i w superwizję.

Tytuł mojego wystąpienia to „Niewidoczne zmienne", choć uczciwiej byłoby powiedzieć chyba „**niezauważane**". Bo te zmienne nie są niedostępne. Da się je zobaczyć. Tylko rzadko na nie patrzymy. I to jest moje pytanie. Nie „czy psychodeliki działają", tylko **czego jeszcze nie rozumiemy**, i co dzieje się pod powierzchnią liczb, których używamy, żeby o tym mówić.

## Załóżmy, że działają

Zróbmy założenie na potrzeby tego wystąpienia. **Załóżmy, że działają.**

Mamy ku temu podstawy. Pierwszy klasyczny psychodelik ma już dane z badań fazy trzeciej. W badaniu COMP005 psilocybina w dawce 25 mg dała poprawę o około 3,6 punktu MADRS względem placebo w 6. tygodniu (p<0,001), a w COMP006 o 3,8 punktu względem dawki 1 mg. Wcześniej faza 2b ([Goodwin i wsp., 2022](https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMoa2206443)) pokazała różnicę rzędu 6,6 punktu MADRS w 3. tygodniu i remisję u około jednej trzeciej pacjentów z depresją lekooporną. Skuteczność jest wykazywana, a wiele wskazuje, że te leki wejdą do szerokiego użycia.

To nie jedyne dane. Wcześniejsze badanie porównujące psilocybinę z escytalopramem nie wykazało istotnej różnicy na głównym punkcie końcowym, choć na części miar wtórnych psilocybina wypadała korzystniej ([Carhart-Harris i wsp., 2021](https://doi.org/10.1056/NEJMoa2032994)), a półroczna obserwacja tej samej próby sugeruje, że u części osób efekt się utrzymuje ([Erritzoe i wsp., 2024](https://doi.org/10.1016/j.eclinm.2024.102799)). Pole jest niejednorodne.

Jeśli więc założymy, że działają i chcielibyśmy wdrożyć je klinicznie, upowszechniając ten rodzaj leczenia, to musimy zapytać, czy jesteśmy jako specjaliści zdrowia psychicznego na to przygotowani. **Czego jeszcze nie wiemy, a powinniśmy wiedzieć, zanim trafią do szerokiego dostępu?** Bo to nie zostanie w rękach garstki doświadczonych praktyków, którzy pracowali nad tym latami czy przez ostatnią dekadę badań klinicznych. To się otworzy przed szerszym gronem specjalistów, bo wielu będzie potrzebnych, żeby zaspokoić naturalne zapotrzebowanie, zarówno psychiatrów, jak i psychologów oraz psychoterapeutów. Leczenie, które dotąd badaliśmy w bardzo kontrolowanych warunkach, będziemy prowadzić w warunkach dalekich od idealnych.

## Statystyka to narzędzie, nie wyrocznia

Najpierw rzecz, która brzmi banalnie, a stale gdzieś ginie. **Statystyka to narzędzie, nie wyrocznia.** Korzystanie z badań nie zmienia samej rzeczywistości. Nie usuwa uprzedzeń, zmienia tylko ich postać. Nie ma idealnych badań. Z metodologią w badaniach psychodelicznych zmagamy się na wiele sposobów, od tego, co właściwie mierzymy, po **funkcjonalne odślepienie**, bo uczestnicy zwykle wiedzą, co dostali (po psychodeliku trudno się nie domyślić), co prawdopodobnie przeszacowuje obserwowane efekty ([Rosenbaum, 2024](https://www.psychiatrist.com/jcp/functional-unblinding-in-pivotal-studies-and-the-future-of-psychedelic-medicine/)).

W klasycznym badaniu ani pacjent, ani badacz nie wiedzą, kto dostał lek, a kto placebo. To **zaślepienie**, które pozwala oddzielić efekt substancji od efektu samej nadziei, że „to mi pomoże". Po psilocybinie ten mechanizm w praktyce nie działa. Doświadczenie jest tak charakterystyczne, że uczestnik niemal zawsze wie, w której jest grupie. To poważne pytanie o to, **ile z tego, co widzimy w wynikach, jest efektem farmakologii, a ile efektem bycia przekonanym, że dostałem coś przełomowego.** I, co dla mnie najważniejsze, znaczy to, że **oczekiwanie jest jedną z aktywnych zmiennych leczenia**, a nie zakłóceniem, które da się „odjąć". Placebo i nocebo to tu nie szum, lecz sygnał – dowód, jak bardzo liczy się to, co pacjent wnosi i w co wierzy. Wrócę do tego, bo to jedna z naszych niewidocznych zmiennych.

Nie będę jednak robił wykładu z metodologii. Wezmę jeden wątek, najważniejszy dla gabinetu. **Co właściwie mierzymy, mówiąc „poprawa".** Bo chodzi o leczenie najskuteczniejsze, najmniej obciążające i dające **trwałą** zmianę, a nie o takie, które dobrze wygląda w tabeli.

## Z czego właściwie składa się „poprawa"?

Skoro mówimy „depresja się zmniejszyła o tyle a tyle punktów", wypada wiedzieć, czego te punkty dotyczą. W badaniach nad depresją używa się najczęściej dwóch skal. **MADRS** ma dziesięć pozycji, **skala Hamiltona (HAM-D)** siedemnaście. Klinicysta (albo pacjent) ocenia nasilenie poszczególnych objawów, a punkty się sumuje. W MADRS jest to smutek obserwowany i relacjonowany, napięcie wewnętrzne, sen, apetyt, koncentracja, znużenie, niezdolność odczuwania, myśli pesymistyczne i myśli samobójcze.

Liczby na tym wykresie pochodzą z metaanalizy z *JAMA Psychiatry*, którą rozłożyłem w [osobnym wpisie](/blog/psychodeliki-vs-antydepresanty). Wyrażone są w punktach HAM-D, a wyniki psilocybiny podałem wyżej w punktach MADRS. To dwie różne skale i punktów z jednej na drugą się nie przelicza.

Zauważcie, co właściwie znaczy „mierzyć nasilenie depresji". **Sumujemy punkty z wąskiej listy objawów.** Same objawy, w dużej mierze nastrój, napięcie, sen i apetyt. Ani jednej pozycji o sensie, o relacjach, o tożsamości, o trwałości zmiany. A co znaczy „minus 3,6 punktu"? Na skali, która biegnie od zera do sześćdziesięciu punktów, to ruch **realny, ale wąski**. I dokładnie w tych pozycjach. To jest okno, przez które patrzymy. Reszta człowieka zostaje za jego ramą.

Rozmowę o „skuteczności" porządkuje jeszcze jedno pojęcie, **minimalna klinicznie istotna różnica** (MCID, *minimal clinically important difference*). To próg, poniżej którego zmiana istnieje w danych, ale pacjent jej nie czuje w swoim życiu. Dla HAM-D jako próg przyjmuje się **3 punkty**, kryterium stosowane przez NICE. Tyle że nawet ono jest zbyt łagodne. Różnicy 3 punktów klinicysta nie wychwytuje w ogólnej ocenie poprawy (CGI-I), a żeby odpowiadała ona choćby „minimalnej poprawie", potrzeba około **7 punktów** ([Moncrieff i Kirsch, 2015](https://doi.org/10.1016/j.cct.2015.05.005)). Gdy porównujemy leczenia „co do punktu", często rozmawiamy o różnicach mieszczących się **poniżej** progu odczuwalności.

## Od średniej do trzech historii

Zejdźmy z poziomu średniej do poziomu człowieka.

Mamy średnią grupową, powiedzmy te minus 3,6 punktu.

Ale średnia to nie punkt, to chmura, a każda kropka w tej chmurze to konkretna osoba.

Zbliżmy się do trzech kropek, które leżą tuż obok siebie. **Ten sam wynik, MADRS 32**, czyli nasilenie znacznej depresji. Identyczny u wszystkich trzech. A za nim trzy zupełnie różne historie. To winietki, kompozyty kliniczne złożone z cech wielu osób. Wszystkie historie w tym tekście podaję tak, żeby nie dało się rozpoznać konkretnej osoby.

**Pierwsza.** Kobieta, 38 lat. Od kilku miesięcy świat przygasł. Praca, związek, sen na pół gwizdka. Wcześniej radziła sobie dobrze. To ostry epizod na stabilnym gruncie.

**Druga.** Mężczyzna, 27 lat. Pustka i zmęczenie, odkąd pamięta. Bliskość parzy, sen ucieka, czasem znika z własnego ciała. Tu depresja jest wierzchołkiem, nie całą górą. Pod spodem coś znacznie bardziej złożonego.

**Trzecia.** Kobieta, 61 lat. Po śmierci męża dni się rozmyły, telefon milczy. Mówi, że to pewnie po prostu starość. Smutek i samotność. Czy to już choroba?

Ten sam wynik. **Nie to samo cierpienie. Nie ta sama historia.** I pytanie, które chcę tu zostawić. Czy każda z tych osób będzie potrzebowała tyle samo przygotowania? Tej samej liczby sesji? Tego samego prowadzenia w trakcie i po? Raczej nie. A skoro tak – to i nie jest to samo leczenie, mimo że na słupku z efektem grupowym wygląda identycznie.

## Galaktyka zmiennych

Trzy historie, a przecież zmiennych jest znacznie więcej niż trzy. Za tym jednym wynikiem stoi cała **galaktyka** czynników, o których w abstraktach prawie się nie mówi. Struktura osobowości, integracja tożsamości, wzorce przywiązania, regulacja afektu, gotowość do konfrontacji z trudnym materiałem, set i setting (nastawienie i otoczenie), historia życia, historia traumy, zasoby, sieć wsparcia, oczekiwania.

**Każda z tych zmiennych sama w sobie mieści ogromną zmienność.** „Struktura osobowości" to nie etykieta – to organizacja całego naszego wewnętrznego świata, która podczas doświadczenia psychodelicznego **może się zdezintegrować.** Dlatego osoby ze stanami psychotycznymi wyklucza się z badań. A jednocześnie w niektórych rdzennych tradycjach Ameryki Południowej od dawna się **różnicuje**. Część stanów prowadzi się ceremonialnie, część nie. Przywołuję to jako dowód, że rozróżnianie jest stare jak same te praktyki, a nie jako rekomendację.

Pokażę to na konkretze, bo to mój grunt. Przygotowanie osoby z dobrze zintegrowaną strukturą i bezpiecznym przywiązaniem to coś zupełnie innego niż przygotowanie osoby z organizacją borderline i przywiązaniem zdezorganizowanym. Dla tej pierwszej rozpuszczenie zwykłych granic ja w trakcie sesji bywa odsłaniające i scalające, bo jest do czego wrócić. Dla tej drugiej to samo rozpuszczenie może być **zalewające**. Brakuje stabilnego rdzenia, do którego można wrócić po doświadczeniu, więc to, co miało leczyć, potrafi zdestabilizować. To nie znaczy „nie wolno". Znaczy „inaczej, wolniej, z innym przygotowaniem i inną siatką bezpieczeństwa". I właśnie tego rozróżnienia nie widać w jednym uśrednionym słupku; widać je dopiero wtedy, gdy patrzy się na strukturę, nie tylko na objaw. A pod tym wszystkim jest jeszcze biologia, też zróżnicowana.

Co więcej, nawet to, co badamy, nie tłumaczy wszystkiego. Mamy dane, że silniejsze **doświadczenie mistyczne** wiązało się z większą poprawą. Ale czy u wszystkich? Są tacy, którzy mają bardzo silne doświadczenie, a poprawy nie ma. Od czego to zależy? Od dawki? Od liczby podań? A może od tego, czym **rzadko** zajmujemy się w badaniach psychiatrycznych, a **bardzo często** w psychoterapii, czyli od tego, kim jest człowiek, który to doświadczenie przeżywa, i co się z nim dzieje potem.

## Okno pomiaru: mierzymy wcześnie, zmiana dzieje się później

Jest jeszcze jeden wymiar, który zmienia obraz – **czas**. Poprawę mierzymy w bardzo konkretnym momencie, zwykle po 3–6 tygodniach. Objaw schodzi szybko i to się w tym oknie mieści. Ale to dopiero **pierwsze tygodnie.** Za oknem pomiaru są miesiące i lata, których zwykle nie sprawdzamy.

Tu wchodzę na swój własny grunt. Z perspektywy psychoterapii, zwłaszcza pracy ze strukturą osobowości, wiem, że **zmiana objawowa i zmiana strukturalna idą w różnym tempie.** Objaw potrafi ustąpić w tygodnie. Struktura, czyli to, jak ktoś reguluje emocje, jak buduje relacje, jak trzyma się jego poczucie siebie, zmienia się w miesiącach i latach. A pod jednym słowem „objaw" kryje się zresztą wiele symptomów. Sen, lęk, napęd, nastrój. Każdy idzie własnym tempem. Samo uśrednienie ich w jeden wynik już sporo gubi.

Są osoby, które poprawiają się objawowo, ale strukturalnie nie, i bez tej głębszej zmiany **objaw wraca.** Krótki pomiar tego nie widzi. Widzi spadek w 6. tygodniu i stawia plus.

Jeden z góry ustalony punkt pomiaru nic nie mówi o kształcie zmiany, która do niego doprowadziła. A istnieją metody, które pozwalają modelować **trajektorie zmiany**, a nie statyczne punkty pomiarowe. W 2018 roku opublikowałem z Ludmiłą Zając-Lamparską i Moniką Deją artykuł o **modelowaniu latentnych krzywych rozwojowych** (LGCM) w *Polskim Forum Psychologicznym*. Wtedy w ogóle nie myślałem o psychodelikach, przyszły do mnie dwa lata później. Ale to akurat kwestia czasu w danych podłużnych okazała się dla tej dziedziny kluczowa. Takie metody modelują osobno punkt startowy i tempo zmian, a co najważniejsze, **różnice indywidualne** w tych trajektoriach. Pytanie przesuwa się wtedy z wielkości spadku na jego dynamikę i na to, u kogo wyglądała ona inaczej. Metaanalizy na danych indywidualnych uczestników (IPD) pozwoliłyby zaś śledzić te krzywe na poziomie pojedynczych osób, nie zagregowanych średnich. Co to zmienia dla konkretnej metaanalizy, rozpisałem w [poprzednim wpisie](/blog/psychodeliki-vs-antydepresanty). To jest kierunek, w którym ta dziedzina powinna pójść – i właśnie tam widać, czy nasze niewidoczne zmienne udaje się uchwycić, czy się gubią.

## Cztery scenariusze, jeden pomiar

Ułóżmy to w prostą macierz. W poziomie spadek objawu w oknie pomiaru, który badanie widzi. W pionie ruch struktury, o którym badanie nic nie wie.

- **Dobry start.** Objaw i struktura ruszają razem, od początku, i zmiana się utrzymuje. Badanie widzi poprawę i ma rację.
- **To samo w oknie, ale bez głębi.** Objaw spadł, struktura nie drgnęła. Po oknie objaw wraca. W pomiarze ta historia wygląda identycznie jak poprzednia, więc badanie ich nie odróżni.
- **Przeoczeni.** W oknie nie ma poprawy, więc badanie powie „brak odpowiedzi". A pod spodem struktura już ruszyła, coś się otworzyło, i objaw dochodzi tuż za nią, tylko później. Tę osobę badanie **przeocza.**
- **Brak ruchu.** Czasem rzeczywiście nic się nie rusza. To też trzeba umieć rozpoznać.

Krótki pomiar myli się dokładnie tam, gdzie objaw i struktura się **rozjeżdżają**. Raz zawyża, raz przeocza. Dlatego obok objawu warto patrzeć na strukturę. A jeśli potrafimy rozpoznać, w której z tych historii jest dany pacjent, i to **wcześnie**, możemy dopasować przygotowanie, tempo i opiekę do niego, a nie do średniej.

Najmocniej przekonała mnie o tym jedna osoba. Po sześciu tygodniach nie było u niej poprawy, a szczerze mówiąc czuła się gorzej. W pomiarze wyglądała jak brak odpowiedzi. Zobaczyłem ją wiele miesięcy później i miałem przed sobą kogoś zupełnie innego. Najważniejsze nie było samo doświadczenie ani te sześć tygodni, tylko to, co wydarzyło się w pracy terapeutycznej potem.

## To nie tylko intuicja – co już wiemy

W tym miejscu pojawia się zwykle zarzut, „to wszystko ładne, ale miękkie". Otóż nie. Z psychoterapii i psychologii klinicznej wiemy całkiem sporo o tym, kto i kiedy korzysta, i kiedy się destabilizuje. Trzy wątki.

### Korzyść ma profil

W jednym z badań zapytano 158 terapeutów psychodelicznych, co ich zdaniem najbardziej sprzyja korzyści. W czołówce znalazły się **przymierze terapeutyczne**, wsparcie społeczne, otwartość, **zdolność do „poddania się", oddania kontroli** (surrender) oraz bezpieczne przywiązanie ([Viljoen i wsp., 2026](https://www.nature.com/articles/s44220-026-00642-4); por. [Viljoen i wsp., 2025](https://journals.sagepub.com/doi/10.1177/02698811251389581)). To ranking jakościowy, nie tabela z dokładnymi wartościami, ale kierunek jest wymowny. **Na szczycie nie ma dawki.** Są relacja, gotowość i zasoby.

### Ryzyko ma twarz

Ryzyko też ma twarz i konkretne liczby. W jednej z kohort około **16%** uczestników zareagowało niekorzystnie, a wśród osób z **wcześniejszą diagnozą zaburzenia osobowości** około **31%**; model wskazał ponad **czterokrotnie** podwyższone ryzyko niekorzystnych reakcji ([Marrocu i wsp., 2024](https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC10944581/)). Za tymi procentami stoją osoby ze słabiej zintegrowanym poczuciem siebie i trudnościami w regulacji emocji, dla których psychodelik bywa destabilizujący, czasem aż do czegoś, co opisano jako **jatrogenną dysocjację strukturalną** ([Elfrink i Bergin, 2025](https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC11915219/)). To nie argument za straszeniem – to argument za **screeningiem i przygotowaniem.** Za tym, żeby umieć te sytuacje rozpoznać wcześniej.

### Relacja jest matrycą, nie tłem

Screening, przygotowanie i rozpoznawanie ryzyka dzieją się w kontakcie z konkretnym terapeutą. Set, setting, przymierze i struktura procesu to **współ-substancja czynna.** W analizie ilości pracy terapeutycznej więcej terapii przygotowawczej wiązało się z większą redukcją objawów ([Florineth i wsp., 2026](https://doi.org/10.1001/jamanetworkopen.2025.54843)). I jedno zastrzeżenie, o którym łatwo zapomnieć. **Ta sama intensywność, która leczy, niesie ryzyko.** Model „terapii szczytowej" zwiększa sugestywność. Relacja jest wtedy zarazem czynnikiem leczącym i czynnikiem bezpieczeństwa.

## „Terapia psychodeliczna" pęcznieje jak worek

Osobna sprawa, jak o tym mówimy jako środowisko. Termin „terapia psychodeliczna" **pęcznieje jak worek.** Wrzucamy do niego niemal wszystko. TFP, IFS, ACT, somatic experiencing, mindfulness, oddech holotropowy, terapię psychodynamiczną, coaching, ceremonię, „inner healing intelligence". Każde z tych podejść ciągnie w inną stronę. To **eklektyzm, a nie integracja.**

Bo jeśli rozłożymy te podejścia na osi, zobaczymy **spektrum.** Na jednym końcu czysta obecność, wsparcie, ceremonia, redukcja szkód, integracja. Na drugim **psychoterapia strukturalna**. Praca z traumą, podejścia psychodynamiczne, terapia schematów. Nie mam na to gotowej odpowiedzi. Czym właściwie ma być terapia psychodeliczna? Psychoterapią wspieraną psychodelikami? A może wystarczy integracja plus psychoterapia? Ta wielość **równie mnie cieszy, co niepokoi.** Cieszy, bo jest w czym wybierać. Niepokoi, bo skąd wiemy, że tak, a nie inaczej, jeśli nie mamy konceptualizacji, czyli rozumienia tego, co robimy? Jak się w tym wyszkolić? Po weekendzie z każdej metody? Czy to wystarczy, gdy pracujemy z osobami chorującymi?

Stąd trzy rzeczy, które chcę powiedzieć wprost.

1. **Nie ma jednej „terapii psychodelicznej".** Jest wiele bardzo różnych praktyk pod jednym szyldem.
2. **Integracja to nie terapia.** Towarzyszenie w nadawaniu sensu po sesji to coś innego niż psychoterapia, a nagminnie się to myli.
3. I pytanie najważniejsze. **Kto decyduje, czy ktoś potrzebuje psychoterapii, czy wystarczy wsparcie, i kto ma kompetencje, żeby to ocenić?**

Moim zdaniem prawdziwa debata o kompetencjach **jeszcze się nie zaczęła.**

## To nie kolejny lek – to inny paradygmat

To nie kolejny lek. To **inny sposób leczenia.** I to jest jądro mojego niepokoju. W modelu leku mamy tabletkę, powtarzalną dawkę, efekt po tygodniach, krótką kontrolę i terapeutę z boku. W modelu psychodelicznym **jedno podanie i 6–8 godzin obecności**, przygotowanie i integrację jako rdzeń, zespół, set i setting, relację. To inna organizacja całego leczenia.

Można to ująć precyzyjniej. Terapia psychodeliczna to, jak argumentują [Muthukumaraswamy i wsp. (2025)](https://doi.org/10.1177/20451253251381074), **interwencja złożona** (*complex intervention*), w której substancja, psychoterapia, otoczenie i oczekiwania pacjenta są ze sobą nierozerwalnie splecione. A paradygmat randomizowanego badania zaprojektowano do testowania **izolowanego** działania substancji. Oddzielasz lek od kontekstu i patrzysz, co robi sam lek. W terapii psychodelicznej to oddzielenie jest strukturalnie niemożliwe, i nie z powodu niekompetencji badaczy, lecz dlatego, że sam obiekt badania jest niepodzielny. Istnieje nawet narzędzie (PRECIS-2), które mierzy, na ile badanie jest „laboratoryjne", a na ile „życiowe". Badania psychodeliczne lokują się blisko bieguna laboratoryjnego. Pokój z przygaszonym światłem, muzyka, dwóch terapeutów, wielogodzinna sesja. To ma niewiele wspólnego z tym, jak to leczenie wyglądałoby w przeciętnym gabinecie. Badamy je więc w warunkach, których w realu **nie odtworzymy**, a mimo to z tych warunków wyciągamy wnioski o realu.

Badanie i gabinet dzieli przede wszystkim to, czym dysponujemy. W **badaniu** mamy wszystko. Czas, zespół, mentoring, superwizję, protokół przygotowania i integracji, a do tego starannie wyselekcjonowanych pacjentów. W **gabinecie** nie mamy tego wszystkiego. Presja czasu, często jeden terapeuta, brak gotowych ram, pacjent nieselekcjonowany, realny. Stąd uczciwe pytania, które trzeba postawić, zanim to się upowszechni. Czy naprawdę w tę stronę się szkolimy? Jak nauczymy się tej praktyki? Czy będziemy wymagać obowiązkowych staży? To ta sama odpowiedzialność, co w każdym innym leczeniu psychiatrycznym i psychoterapeutycznym, i nie powinniśmy jej gubić w słusznej skądinąd próbie oddania szacunku różnorodności kulturowej i korzeniom tych praktyk.

Jest jeszcze jedno ryzyko, o którym mówi się rzadko. Kiedy substancja trafi na rynek, presja czasu i kosztów może wypchnąć z tego równania to, co najdroższe i najtrudniejsze. Relację i przygotowanie. Zostanie samo podanie. To byłaby terapia bez terapii.

## Osiem godzin

Pierwsza osoba, której towarzyszyłem przy podaniu, to kobieta po siedemdziesiątce, wdowa. Byłem już względnie doświadczonym terapeutą, regularnie korzystającym z superwizji. A mimo to **niewiele z mojego dotychczasowego doświadczenia mogło mnie przygotować na osiem godzin obecności** przy osobie w jej sytuacji. To doświadczenie było zupełnie inne niż wszystko, co znałem z gabinetu. Inny rejestr bliskości, inna odpowiedzialność, inny rodzaj ciszy.

To jest właśnie ta przestrzeń kliniczna, o której piszę cały czas i której nie widać w abstrakcie ani w uśrednionym wyniku. I której nie da się nadrobić weekendowym szkoleniem.

## Zmieńmy pytanie

Dlatego proponuję zmienić pytanie. „Czy psychodeliki działają?" to jak zdarta płyta. Właściwe pytanie jest inne. **Komu? Kiedy? W jakich warunkach?** Nie „jaka jest średnia", lecz „jaka może być prawda na poziomie tej jednej osoby, która siedzi naprzeciwko mnie".

## Czego naprawdę potrzebujemy

Na konferencjach słyszę często, „potrzeba kolejnych badań, żeby to rozstrzygnąć". Zgadzam się, potrzeba ich jeszcze bardzo wielu. Ale mamy już dość, by powiedzieć jedno. **Psychodeliki w opiece psychiatrycznej to kierunek, który warto rozwijać w praktyce.** Dlatego kończę apelem o **więcej praktyków myślących o psychodelikach w kontekście klinicznym**, a nie o kolejne badania.

I powiem to wprost. Jestem **przeciwny temu, by psychoterapeuci specjalizowali się w pracy psychodelicznej wyłącznie.** Dla mnie to trochę tak, jak z improwizacją. Żeby dobrze improwizować, trzeba najpierw umieć czytać nuty.

Zamiast szkolić wąską grupę „terapeutów psychodelicznych", wolałbym budować szerszą sieć specjalistów, którzy potrafią przygotować pacjenta w dłuższym czasie. Przymierza, otwartości czy zdolności do „poddania się" nie zbuduje się w trzech czy pięciu spotkaniach przed sesją. To praca na miesiące, bliżej zwykłej psychoterapii niż weekendowego kursu. O tym, czego tej sieci brakuje najbardziej, czyli form grupowych, piszę osobno w felietonie [Quo vadis, psychoterapio?](/blog/quo-vadis-psychoterapio).

Dwa zastrzeżenia, żeby nie było nieporozumień. Po pierwsze, mówię o **populacjach klinicznych.** Psychodeliki mogą służyć różnym celom. Czym innym jest coaching, czym innym warsztat rozwojowy, a czym innym psychoterapia. Ale jeśli mowa o **leczeniu** osób zmagających się ze stanami psychiatrycznymi, potrzeba niuansu i zdolności dostrzegania wielu zmiennych, również tych niewidocznych na pierwszy rzut oka. Po drugie, nie straszę i nie odbieram tym doświadczeniom piękna. Wzywam do dojrzałej rozmowy, bo to „tuż, tuż", a potrzeba refleksji jest już realna i będzie narastać.

Wracam więc do **dwóch filarów, danych i historii.** Między nimi jest integracja, której nam wciąż brakuje. W gabinecie widzę, jak to jest trudne; w abstraktach wydaje się prostsze. Prawdziwym wyzwaniem jest ich **połączenie**, a nie wybór jednej z nich. Nie mam wszystkich odpowiedzi. Ale wierzę, że ta wiedza powstanie nie tylko w badaniach, ale też w gabinetach. Tak jak psychoterapia, która rozwija się nie tylko w nauce, a może przede wszystkim **poza** nią. Fundamenty są trzy. **Przymierze, przygotowanie, rozumienie struktury.**

## Na koniec – galaktyka wraca

Na koniec wraca nasz główny obraz, ta galaktyka zmiennych. To ona jest właściwym tłem każdego „wyniku". Liczba na slajdzie to nie koniec historii – to jej początek. Jeśli ten tekst zostawi Was z jednym pytaniem zamiast z gotową odpowiedzią, „komu, kiedy i w jakich warunkach?", to znaczy, że spełnił swoje zadanie.

Jeśli temat Was interesuje, chętnie porozmawiam w komentarzach, mailowo albo na kolejnej konferencji. Bo tę wiedzę zbudujemy razem albo wcale.

## Źródła

Carhart-Harris, R. L., Giribaldi, B., Watts, R., i wsp. (2021). Trial of psilocybin versus escitalopram for depression. *New England Journal of Medicine, 384*(15), 1402–1411. https://doi.org/10.1056/NEJMoa2032994

Chmiel, J. i Rybakowski, F. (2026). Predictors of the effectiveness of psychedelics in treating depression: A scoping review. *International Journal of Molecular Sciences, 27*(5), 2202. https://doi.org/10.3390/ijms27052202

Compass Pathways. (2025, 2026). COMP005 i COMP006: Komunikaty o osiągnięciu pierwszorzędowego punktu końcowego w badaniach fazy 3 [komunikaty prasowe]. https://ir.compasspathways.com/

Elfrink, S. i Bergin, L. (2025). Psychedelic iatrogenic structural dissociation: An exploratory hypothesis on dissociative risks in psychedelic use. *Frontiers in Psychology, 16*, 1528253. https://doi.org/10.3389/fpsyg.2025.1528253

Erritzoe, D., Barba, T., Greenway, K. T., i wsp. (2024). Effect of psilocybin versus escitalopram on depression symptom severity in patients with moderate-to-severe major depressive disorder: Observational 6-month follow-up of a phase 2, double-blind, randomised, controlled trial. *eClinicalMedicine, 76*, 102799. https://doi.org/10.1016/j.eclinm.2024.102799

Florineth, G. A., Klima, I., Boeker, A. L., i wsp. (2026). Psychological therapy quantity and depressive symptom reduction in psychedelic-assisted therapy: A systematic review and meta-analysis. *JAMA Network Open, 9*(1), e2554843. https://doi.org/10.1001/jamanetworkopen.2025.54843

Goodwin, G. M., Aaronson, S. T., Alvarez, O., i wsp. (2022). Single-dose psilocybin for a treatment-resistant episode of major depression. *New England Journal of Medicine, 387*(18), 1637–1648. https://doi.org/10.1056/NEJMoa2206443

Kinahan, S. i Wilson, E. (2025). Perspectives of psychotherapists regarding psychedelic-assisted therapy. *Counselling and Psychotherapy Research, 25*(1), e12881. https://doi.org/10.1002/capr.12881

Marrocu, A., Kettner, H., Weiss, B., i wsp. (2024). Psychiatric risks for worsened mental health after psychedelic use. *Journal of Psychopharmacology, 38*(3), 225–235. https://doi.org/10.1177/02698811241232548

Moncrieff, J. i Kirsch, I. (2015). Empirically derived criteria cast doubt on the clinical significance of antidepressant-placebo differences. *Contemporary Clinical Trials, 43*, 60–62. https://doi.org/10.1016/j.cct.2015.05.005

Muthukumaraswamy, S. D., Baggott, M. J., Schenberg, E. E., i wsp. (2025). Psychedelic-assisted therapy as a complex intervention: Implications for clinical trial design. *Therapeutic Advances in Psychopharmacology, 15*, 20451253251381074. https://doi.org/10.1177/20451253251381074

Rosenbaum, J. F. (2024). Functional unblinding in pivotal studies and the future of psychedelic medicine. *Journal of Clinical Psychiatry, 85*(3), 24com15504. https://doi.org/10.4088/JCP.24com15504

Royal College of Psychiatrists. (2025). *Psychotherapy assisted by psychedelic and related substances (PARS): Guidance for psychiatrists taking part in approved research trials*. https://www.rcpsych.ac.uk/docs/default-source/improving-care/better-mh-policy/position-statements/pharmacologically-assisted-psychotherapy-research-guidance.pdf

Viljoen, G., Bendau, A., Walter, H., i wsp. (2026). Therapist-rated predictors of response to psychedelic-assisted therapy. *Nature Mental Health, 4*(6), 951–961. https://doi.org/10.1038/s44220-026-00642-4

Viljoen, G., Walter, H., Bendau, A., i wsp. (2025). Predictors of therapeutic response to psychedelic-assisted therapy: A systematic review. *Journal of Psychopharmacology, 40*(5), 703–719. https://doi.org/10.1177/02698811251389581

Zając-Lamparska, L., Warchoł, Ł. i Deja, M. (2018). Analiza danych podłużnych: Modelowanie latentnych krzywych rozwojowych. *Polskie Forum Psychologiczne, 23*(2), 395–412. https://doi.org/10.14656/PFP20180210

Zamaria, J. A., Fernandes-Osterhold, G., Shedler, J., i wsp. (2025). Psychedelics assisting therapy, or therapy assisting psychedelics? The importance of psychotherapy in psychedelic-assisted therapy. *Frontiers in Psychology, 16*, 1505894. https://doi.org/10.3389/fpsyg.2025.1505894

---

© 2026 Łukasz Warchoł. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Źródło: https://lukaszwarchol.com/blog/niewidoczne-zmienne
